Kilka miesięcy temu…

Kilka miesięcy temu zatrudniłem się w pewnej dość małej, lokalnej, sieci punktów z akcesoriami GSM, wiecie — kejsy, kable, szkła hartowane.

Zaczęło się w porządku, rozmowa, wszystko brzmi dobrze, premia zależna od ilości naklejonych szkieł, umowa o pracę, praca na pełny etat.

Zadzwonili. Na wstępie już trochę kolorów ubyło, jak się okazało że najpierw mam „tydzień próbny” za który nie będę mieć zapłacone. Myślę sobie „no w chuja lecicie”, ale stwierdziłem, że oferta i tak brzmiała całkiem okej, więc niech będzie. Po miesiącu (tak) nadszedł czas podpisać umowę o pracę. Na pół etatu. Oczywiście reszta w formie „nadgodzin”.

I w tym momencie już myślałem, że mnie strzeli jasny chuj, ale stwierdziłem, że dobra, zostanę, zobaczymy jak to będzie. I w sumie z tym akurat problemów nie ma, bo wynagrodzenie wypłacają terminowo i dokładnie co do grosza. Pomijam kwestie prawne (do tego przejdę później).

Gorzej z premią. Otóż żeby dostać wypracowaną premię nie wolno mieć żadnego dnia wolnego na życzenie ani L4, bo wtedy jej nie wypłacą. Szkoda, że o tym fakcie dowiedziałem się jak miałem 40 stopni gorączki i duszący kaszel uniemożliwiający wręcz normalną komunikację. Podobnie sprawa wygląda z przerwą w pracy. Robota po 12 godzin, ale według szefa przerw nie ma. Mi o dziwo udało się to wywalczyć, bo swoje zapierdalałem w różnych zakładach pracy i gdzieś wpojono mi żeby nie dać robić z siebie debila, ale współpracowniczki przerwy nie mają i regularnie dostają zjebki za wychodzenie do toalety.

Kolejna sprawa także jest dość ciekawa i świeża, bo zaczęło się to niedawno, otóż serwis sprzętu. Wygląda to tak — klient przychodzi, oddaje telefon do naprawy, telefon leży w szafce przez dwa tygodnie, klient wraca, dostaje odpowiedź, że nie da się naprawić, a teraz proszę 50 zł za diagnozę. A jak ktoś się puszy o papier, to dostaje od szefa papier z rzekomego „serwisu”. Skąd? Nie wiem, bo telefon leżał na punkcie przez 2 tygodnie, a szefunio udaje nawet przed pracownikami, że przecież był w serwisie xD

Zaniżanie wartości sprzętu na paragonach, oszukiwanie w ten sposób opodatkowania, czy sprzedawanie używanego sprzętu jako nowy to w tej firmie codzienność.

Przechodząc do sensu tego wpisu, otóż mam do siebie jakikolwiek szacunek i nie chcę pracować w takim miejscu, dlatego też od jakiegoś czaru gromadzę materiał dowodowy na wszelkie przewinienia prawne czy finansowe których się dopatrzyłem w tej firmie – krzak. Z pewnym pracodawcą już walczyłem kiedyś o wynagrodzenie, którego nie chciał mi wypłacić, dlatego mniej więcej wiem jak się za to zabrać i gdzie się udać. Dopada mnie trochę moralny kac, który mówi „nie uprzykrzaj innym życia”, ale przecież ten Janusz jawnie okrada innych, więc czy zrobię coś złego? Doradźcie Mirki co dalej z tym robić. Tak czy siak spierdalam z tego burdelu jak najszybciej.

#pracbaza #januszebiznesu #telefony #finanse #prawo